Dzisiaj na wykładzie z Wybranych zagadnień systemów współbieżnych dowiedziałem się, że najlepszym Bondem był Sean Connery, a w Goldfingerze jego Aston Martin DB5 to pic na wodę bo ten model miał kiepskie hamulce, a do tego silnik szybko się przegrzewał przez co James nie mógł by się tak po górach ścigać :D Potem obejrzeliśmy trochę Goldfingera, odcinek Scooby Doo z roku 74, a na koniec Pana Samochodzika... coraz bardziej podobają mi się te wykłady, powinny być takie od pierwszego roku :]
Później wyjazd na ściankę, okazało się, że są godziny rektorskie i nikogo z mojej grupy nie było. Pobawiłem się przez 1.5h na trawersie z małymi przerwami tak, że na końcu rąk nie czułem ;)
Podsumowanie października.
- 28 wyjazdów, - 8 na kolarce ---- 740km, 92.5km/wyjazd - 20 na trekingu ---- 578km, 29km/wyjazd
Cel na listopad: 300km :=] Wszystkie weekendy już zarezerwowane na inne sprawy, a i na trekingu raczej będę rzadziej jeździł.
Tutaj wytwór szalonego umysłu czyli stojaki na rowery przy Pasażu Grunwaldzkim, w które ciężko wjechać kołem, ciekawe czy ten co to projektował wie co to rower :>
Na wykładzie o XMLu dowiedziałem się, że Mozart to XVIII wieczna wersja Dody, oczywiście pod względem twórczości bo z wyglądu raczej podobni nie byli :)
Powrót w ulewie, nic suchego na mnie nie zostało :(
Zbiórka z Maćkiem o 10:30 na Mostach Warszawskich, później koszmar przebicia się przez miasto, ponad 19km żeby dostać się do Bielan. Później poszło już z górki, dotarliśmy do Sobótki i zrobiliśmy 2 pętlę przez Sady na Przełęcz Tąpadła, Sulistrowice. Powrót tą samą trasą.
Sporo kolarzy mijaliśmy tam. Dodatkowo na przełęczy rozstawiło się około 30, odpoczywali sobie, ale jak drugi raz tam zajechaliśmy śladu po nich nie było.
Trasa bardzo fajna, pagórki i jeden "większy" 2.5km podjazd na przełęcz. Dzisiaj zdecydowanie cieplej niż wczoraj, bardzo przyjemnie było, momentami chętnie bym trochę rzeczy zrzucił.
Maciek zerował licznik po wyjeździe z miasta, średnia ze 100km poza Wrocławiem to 29km/h. Całkiem nieźle wliczając te powolne podjazdy... jest nad czym popracować :)
Jeszcze coś o zjazdach, z przełęczy przez Sulistrowice to prawie 10km zjazdu do Sobótki... gaz do dechy i jazda 50-60km/h po takiej kiepskiej drodze, że po pierwszy odcinku przestaje się czuć ręce :D Mimo wszystko ten zjazd był dla mnie motorem napędowym drugiej pętli :)
Temperatura na starcie.
Górka w tle.
Początek podjazdu.
A tutaj wspomniana grupka, niestety aparat w komórce cudów nie zdziała :(
Kawałek prostki i kontynuacja zjazdu.
Temperatura na powrocie. Niby 12 stopni, ale było mi zimniej niż rano :)
W planach była dzisiaj jazda na Ślężę, została jednak przełożona na jutro.
O 13 razem z Adamem opuściłem Wrocław udając się ósemką do Długołęki. Tam odbicie na Szczodre i jazda na Trzebnicę. Ktoś mi kiedyś polecał pętle Skarszyn - Zawonia - Trzebnica - Skarszyn. Faktycznie super pagórki tam są, można się tam wybrać jak ma się dość jeżdżenia po płaskim.
Było słonecznie, wiatr słaby, jednak zimno uniemożliwiało szybką jazdę, jak człowiek zaczynał mocniej oddychać tym "mroźnym" powietrzem to odechciewało się pedałować. Na przystankach w słońcu robiło się wręcz gorąco :)
Na pętli dogonili nas dwaj kolarze (ale raczej też amatorzy lub na emeryturze ;] ), potem doszedł trzeci, jednak jechaliśmy wolno więc wyczynem to nie było. Postanowiliśmy jechać razem... jednak, jak Adam zauważył tempo 30km/h na lekkich podjazdach było dla nich za duże. Zastosowali wtedy trick zwany "to my tutaj skręcamy w lewo, cześć" ;D Przyznam się, że przyjemnie się jechało w większej grupie.
Rano otworzyli Most Szczytnicki... co z tego skoro ruch dalej zwężany jest na 1 pas. A to stało dzisiaj przed Halą Ludową:
Tu zjazd z ósemki, piękna droga, piękna nawierzchnia, rower sam jedzie ;]
Dowiedziałem się coś więcej o tej dziewczynie. Złamane 2 kręgi i pięta. Asekurująca poczuła szarpnięcie, nie popatrzyła, myślała, że tamta chce więcej liny więc jej dała... tyle, że ona już spadała :) Zamiast bloku dostała więcej liny.
Jeżdżę od lipca 2007. Najczęściej można mnie spotkać w okolicach Wrocławia. Poza szosą dojeżdżam trekingiem do pracy. Trochę informacji:
największy dystans w grupie - 461,7km @ 31,66km/h (nad Bałtyk z Krzyśkiem "chris90accent")
największy dystans w pojedynkę - 260km @ 31.40km/h
największa prędkość - 84,1km/h - gdzieś w Alpach
największa średnia na odcinku 100km - 39.59km/h (Amber Road)
największa średnia na krótkim dystansie - 41.12km @ 40.08km/h
największy miesięczny dystans - 2025km
najwyższe zdobyte drogi:
- Passo di Stelvio 2758m
- Col du l'Iseran 2770m
- Cime de la Bonette 2802m
najtrudniejsze zdobyte szczyty:
- Monte Zoncolan
- Hochtor
- L'Alpe d'Huez
zaliczone kraje na rowerze:
- Polska
- Niemcy
- Austria
- Holandia
- Czechy
- Słowacja
- Włochy
- Szwajcaria
- Francja
- Monaco
- Chorwacja
- San Marino