Jechało się całkiem przyjemnie. Pogoda z rana dużo lepsza niż wczoraj.
W drodze powrotnej spotkałem Piotrka i Marcina jadących na trening terenowy, a później minąłem Natusa jadącego na szosie w tą samą stronę. Może ich dogonił :)
Prosto po pracy umówiłem się z Piotrkiem na przejażdżkę. On też wyznaczał trasę - płaska, w sam raz dla mnie :) Zaczęło się z wiatrem w plecy, a później bocznym. Leciało się całkiem przyjemnie aż do skrętu na południe i ostrego wiatru w twarz, tam mocno pracowaliśmy na krótkich zmianach. W Jelczu znowu nawrót i wiatr w plecy. Ten odcinek już rozjazdowo i towarzysko w tleniku z wiatrem w plecy i średnią 35km/h.
Przed Dobroszycami Piotrek rozprowadzał mnie do tablicy, V i HR max. Widać że jeszcze jakiś zapas był :)
2.6h z Adamem. Nowy trawers na Zerwie zdecydownie trudniejszy od poprzedniego, ale pewnie dokręcą masę chwytów. Na miejscu starych pojawiły się nowe trasy, głównie VI, VI+, VI.1. Trochę powalczyliśmy, udało się zrobić wszystkie ruchy, ale tras na czysto już nie.
Z rana do pracy, bezwietrzna pogoda, jechało się cudownie i szybko.
Po pracy z Adamem powrót przez Pasikurowice żeby spotkać się z kolega koło Mostów Warszawskich gdzie...
postanowiliśmy sprawdzić nasze umiejętności na slackline:
Adam okazał się lepszym fotografem :D
Na koniec pojechałem do Edka po samochód. Wyjeżdżając z Polnej przemknął mi Piotrek wracający z treningu. Postanowiłem zrobić mu tunel na ostatnim metrach do domu :)
Zimno i wietrznie, ale alternatywy dla roweru nie ma :( Dzisiaj przejechałem w godzinach szczytu trasą, którą pokonuje autem. Całkowicie zakorkowana, jechałbym pewnie ponad godzinę, a przed 10 jest tam puściutko i jedzie się 20m :)
3h, tym razem z Ryśkiem i tym razem na Tarnogaju. Ścianka ciekawa, ma trudnego balda i można się tam nieźle pobawić. Na samej ścianie nie ma wędek (poza czterema), trasy są długie i odniosłem wrażenie, że trudniejsze. Tamtejsze IV wymagały trochę wysiłku, a jedyna V jaką spróbowałem nie wyszła na czysto i był blok. Na samej ścianie zimno, ale to dobrze, przynajmniej nie będzie tak jak na Zerwie, że po zejściu leje się z człowieka.
Miałem dzisiaj tą nieprzyjemność podróżować komunikacją miejską. Nie dość że trzeba iść na przystanek i czekać, a potem z przystanku jeszcze 25 minut specerku na ściankę to fundujemy sobie ponad 30 minut stania i latania jak worek kartofli na pace. Dodatkowo smród dochodzący od pana śpiącego na tyle, oraz banda cyganek z dziećmi, które jak tylko podniosłem się żeby skasować bilet rzuciły się na moje miejsce. Także dzisiaj na transport poszło z 2.5 godziny, gdzie rowerem byłbym w 1h, a autem pewnie w 40 minut.
Nie rozumiem jak ludzie są w stanie korzystać we Wrocławiu z komunikacji miejskiej?!
Kolejne wietrzny dzień. Rozwiązałem problemy z przednim kołem trekinga, przełożyłem do niego koło z kolarki :)
Gdzieś niepostrzeżenie ostatnimi czasy padło 10 000 km zrobione na dojazdach do pracy.
Wszystkie kilometry: 10268.40 km (w terenie 100.00 km; 0.97%) Czas na rowerze: 425:03 Średnia prędkość: 24.16 km/h Suma podjazdów: 24778 m Wycieczek: 322 Średnio na wycieczkę: 31.89 km i 01:19 godz.
Jeżdżę od lipca 2007. Najczęściej można mnie spotkać w okolicach Wrocławia. Poza szosą dojeżdżam trekingiem do pracy. Trochę informacji:
największy dystans w grupie - 461,7km @ 31,66km/h (nad Bałtyk z Krzyśkiem "chris90accent")
największy dystans w pojedynkę - 260km @ 31.40km/h
największa prędkość - 84,1km/h - gdzieś w Alpach
największa średnia na odcinku 100km - 39.59km/h (Amber Road)
największa średnia na krótkim dystansie - 41.12km @ 40.08km/h
największy miesięczny dystans - 2025km
najwyższe zdobyte drogi:
- Passo di Stelvio 2758m
- Col du l'Iseran 2770m
- Cime de la Bonette 2802m
najtrudniejsze zdobyte szczyty:
- Monte Zoncolan
- Hochtor
- L'Alpe d'Huez
zaliczone kraje na rowerze:
- Polska
- Niemcy
- Austria
- Holandia
- Czechy
- Słowacja
- Włochy
- Szwajcaria
- Francja
- Monaco
- Chorwacja
- San Marino