Właściwie to pół basen i przy okazji pół gleba. Byłem umówiony na godzinę 8 rano, ale zaraz po wyjściu okazało się, że wszystko zamarzło. Rower sobie odjechał na szczęście jest zostałem na nogach. Było tak ślisko, że nie dało się jechać, musiałem korzystać z chodników i ścieżek, które nie było dużo lepsze. Kiedy już się wbiłem na drogę musiałem przeciskać się między samochodami stojącymi w korkach co było trudne przez zalegające zaspy śniegu. Kiedy punkt 8 wskoczyłem do kas miła pani z uśmiechem na ustach poinformowała mnie, że na tą godzinę nie ma już miejsc :( Zostało mi wrócić okrężną drogą do domu.
Z ciekawości się ważyłem przed i po. Mimo wypicia 0.5l wody waga spadła od 0.5kg. Po godzinie jazdy ubytek 1l wody... nie chce myśleć co się dzieje przy dłuższej jeździe.
Ostatnio postanowiłem włączyć radio żeby sprawdzić czego to się teraz słucha :) Efekt w postaci bardzo przyjemnego kawałka:
Z Ryśkiem na basen na 21:00. Dzisiaj wyjątkowo dużo ludzi. Wyjechałem o 20:30 mając 10km do przejechania przez miasto, ale wyrobiłem się w 24 minuty :) Po treningu na trenażerze było ciężko, a w czasie pływania zaczęły mnie skurcze łapać. Rysiek podrzucił mi motylka i tak sobie już tylko pływałem z użyciem rąk.
A teraz trochę nowsza wersja kawałka z poprzedniego wpisu.
Umówiłem się z Ryśkiem na basen na 21:00. Próbowałem jechać chodnikami/ścieżkami, ale tragedia, w pewnym miejscu można było co najwyżej nieść rower na plecach. Ostatecznie Zjechałem na drogę. W ciągu godziny musiało się mocno ocieplić bo na drogach była już tylko woda :)
Odprowadzałem jeszcze Ryśka przez Rynek.
A teraz kultowy kawałek brytyjskiej grupy Def Leppard.
Pierwsza jazda w tym roku i to w nowym miejscu. Zapomniałem zabrać sobie wyścigów i dzisiaj jazda przy kolekcji teledysków, które zebrały się od 2000 roku :)
Dodanie wentylatora zredukowało ilość wytwarzanego potu o jakieś 75%, a i tak nie działa na maksymalnych obrotach... no ale co się dziwić, ten sam wentylator potrafi schłodzić moją kartę graficzną ze 110 stopni do 30. Lol.
Wczoraj jadąc do Wrocławia nakręciłem kilka krótkich filmików obrazujących naszą zimę.
Przed Wrocławiem okolice Kamieńca. Główna droga na Warszawę, tutaj 5 pasów. Za Swojczycami, w stronę centrum.
Chciałem napisać podsumowanie sezonu 2009, ale dopiero teraz doszedłem do siebie po Sylwestrze... ;)
Wygląda na to, że z moich planów udało się zrealizować całe nic. Pierwszym celem było zrobienie min. 10 000km, jednak przesunięcie obrony na koniec września wykluczyło mi 2 miesiące wakacyjne z jazdy. Kolejnym celem było zrobienie najpierw 300, a potem 400km w jeden dzień. Specjalnie się do tego nie szykowałem, miało wyjść w praniu. Pierwsza okazja nadarzyła się w w lipcu. Po 30km złapała mnie ulewa i od 6 rano godzinę czekałem na mniejszy deszcz. Ostatecznie zrobione 260km przy przelotnych opadach i miałem dość.
Kolejna próba rónież w sierpniu, miał być Tour de Ósemka, ale przed Bełchatowem problemy techniczne i nawet pomoc DMK77 nie pomogła. Koniec wycieczki po 165km. Ostatnia szansa pojawiła się we wrześniu. Do 1:00 wprowadzałem ostatnie poprawki do pracy mgr, a o 5 rano pobudka i start do Opola przez Pradziada. Ostatecznie brak świateł i zbyt wolne tempo na trasie zmusiło mnie do telefonu po transport. Znowu 260km.
Poza tym sezon uważam za bardzo udany, w końcu to dopiero mój drugi pełny rok na rowerze. Sporządziłem sobie kilka statystyk.
Średnio na kolarce jeździłem raz na 5 dni robiąc 88.8km. Całkiem ładnie choć wolałbym 100km :P Trekingiem jeździłem wyłącznie po mieście, w większości były to różne dojazdy. Wyjazdy na kolarce mogę podzielić na 3 główne kategorie: wycieczki, dojazdy i trening. Kolejne dwie to trasa Opole-Wrocław-Opole oraz jazda samemu.
Jak widać zdecydowanie częściej jeździłem sam (77% wyjazdów), 34% ze wszystkich wycieczek to dojazdy do rodziny w różnych częściach Polski (22% tras stanowiła trasa Opole-Wrocław-Opole), 12% było treningami, 54% to wycieczki dla czystej przyjemności :)
Udało się w tym roku zrobić 29 setek i 7 dwusetek.
Większość wycieczek wspominam miło, ranking Top3 wygląda następująco:
1. Wyjazd z Darkiem z Wrocławia do okolic Bolesławca. Najpierw błądzenie, potem początek górek na trasie do Jeleniej, wspinaczka na Górę Szybowcową i cudowna trasa przez Wleń i Szwajcarię Lwówecką.
2. Wycieczka Wrocław - Pradziad - Opole. Sporo kilometrów, dużo wspinania i cudowna pogoda.
3. Wyjazd z Darkiem, Nysa - Pradziad - Nysa. Jazda z kimś jest dużo przyjemnijsza :)
Plany na ten rok są takie same jak na zeszły. Może teraz uda się je zrealizować.
Jeżdżę od lipca 2007. Najczęściej można mnie spotkać w okolicach Wrocławia. Poza szosą dojeżdżam trekingiem do pracy. Trochę informacji:
największy dystans w grupie - 461,7km @ 31,66km/h (nad Bałtyk z Krzyśkiem "chris90accent")
największy dystans w pojedynkę - 260km @ 31.40km/h
największa prędkość - 84,1km/h - gdzieś w Alpach
największa średnia na odcinku 100km - 39.59km/h (Amber Road)
największa średnia na krótkim dystansie - 41.12km @ 40.08km/h
największy miesięczny dystans - 2025km
najwyższe zdobyte drogi:
- Passo di Stelvio 2758m
- Col du l'Iseran 2770m
- Cime de la Bonette 2802m
najtrudniejsze zdobyte szczyty:
- Monte Zoncolan
- Hochtor
- L'Alpe d'Huez
zaliczone kraje na rowerze:
- Polska
- Niemcy
- Austria
- Holandia
- Czechy
- Słowacja
- Włochy
- Szwajcaria
- Francja
- Monaco
- Chorwacja
- San Marino