We wtorek miałem ciekawy powrót. Najpierw dogoniłem na obwodnicy 3 szosowców - CCC, Sky, Harfa, na oko koło 18 lat. Podkręcili trochę tempo na estakadzie, ale było tylko 35 więc im odjechałem i pognałem na Krzyżanowice. Za wioską wyprzedzili mnie z dużą prędkością. Pewnie nie wiedzą, że na Krzyżanowicach jest asfalt i przez Psary jadą. No to zrzuciłem kilka ząbków i tak jadąc 50km/h na trekingu dojechałem i siadłem na koło. Tempo spadło tak do 43. Wiatr wiał w plecy więc na kole jedzie się bez problemów, a oni ciągle zerkają w tył czy jestem :D Widać, że się dość mocno spinają więc postanowiłem pojechać za nimi jeszcze trochę, aż za Pasikurowicami kończy się dobry asfalt. Kiedy odpuściłem a oni się zorientowali to też kompletnie zluzowali :D Potem prosto do domu bo zimno zaczęło się robić.
A dzisiaj zimno i do pracy dojechałem na miękkiej gumie. Idę zaraz sprawdzić co tam się stało.
Byłem w pobliżu to pomyślałem, że można skorzystać i zatrzymać się na godzinkę ;) Problem był taki, że wracaliśmy koło godziny 19, a pogoda była nieciekawa. Wysiadłem z auta i od razu ubrałem wszystko co miałem przy sobie :D siadłem na rower i ogień (ciepło zrobiło się dopiero po jakiś 2km). Nie było czasu na rozgrzewkę bo się ściemniało, nogi paliły strasznie. Dodatkowo początek poszedłem za mocno, pierwsze 500m jakieś 20km/h i potem mnie przydusiło. Próbowałem coś jeszcze zdziałać, ale do Owczarni średnia 14.3km/h.
Na wypłaszczeniu i lekkim zjeździe 40 i żeby przetrwać pierwszą stromiznę. Dalej łagodniało więc prędkość w górę aż do 33 przed drugą stromizną. Najtrudniejszy odcinek spadło do 12, ale zaraz za nim zjazd i 45, nie starczyło jednak pary żeby tak wjechać na kreskę.
Zjazd strasznie zimny, ale za to prawie nikogo nie ma i można szaleć do woli. Dojeżdżając do Owczarni miałem pozycję zbyt aero i przy 75km/h komórka poleciała z kieszonki na asfalt :( Hamuję i w tył zwrot, z 10 minut toczyłem się wzdłuż trawy aż znalazłem ją kawał drogi dalej na drodze w częściach. Co ciekawe po złożeniu działa, jedynie tylna strona oberwała.
Dalszy zjazd przez las jeszcze zimniejszy, do tego ściemniło się na tyle, że jadąc ledwo widziałem drogę i nie byłem pewien czy skręca czy leci prosto. Ogólnie nie polecam nikomu zjeżdżanie takiego zjazdu bez świateł, po ciemku przy +60km/h :)
Teraz tylko szybko się zapakować.
Myślałem, że zawojuje i wykręcę jakiś kosmiczny czas, ale widzę, że bez porządnej rozgrzewki się nie da, następnym razem muszę walnąć ze 40km po górkach zanim zaatakuje. Ale dobrze, łatwo będzie mi poprawić ten wynik. Jeśli mnie pamięć nie myli rekord sprzed roku czy dwóch lat na Foxie poprawiłem o jakieś 4 minuty. W tym roku atakowałem raz po 150km i zrobiłem 44 minuty.
ale średnio wyszedł, zaraz po wyjeździe z miasta wyprzedził mnie jeden zawodnik. No to kilka depnięć i jestem na kole, ale prędkość z tych 40km/h spada błyskawicznie :D Potem spokojniej, trochę pogadaliśmy. W Januszkowicach odbiliśmy na Węgrów. Na wzgórzach postanowił sprawdzić kolegę bo coś ciężko oddychał, ale się trzymał. Po podjeździe w Skarszynie średnio 41km/h do Pasikurowic. Wizyta u Krzyśka, a na Zakrzowie, wracając już po ciemku drogę przebiegł mi... dzik :D
Z Wrocławia jedziemy moim autem, zabieram Piotrka (suchego), Piotrka (cukra), i Pawła (g0re), ArturŚ ma jechać swoim autem, a ArturG startował po 7 rano z gigowcami. Na miejscu jest też Kasia. Jedziemy jakieś 2 godziny, pogoda nie rozpieszcza bo leje cały czas. Za to mamy czas obgadać nasze grupy startowe.
Ja jadę pierwszy, szybka analiza i wszystko wskazuje na to, że jesteśmy tylko z Marcinem (Krzywy) i reszta nie utrzyma koła. Za mną startuje Paweł z Rasałą i Adrianem Brychcy, który powinni mnie szybko dojść, a po nich Suchy, a w następnej grupie Cukier. Stwierdziłem, że jak Piotrek skasuje te 10 minut do mnie to rzucam rower w krzaki (uczę się od Artura ;D).
Szykujemy się przed startem, z prawej Adam.
W Podgórzynie ArturŚ nie pojawia się na starcie, my się szykujemy, ale pada i morale jest niskie. Adam który parkował obok nas po rozpakowaniu spakował się i powiedział, że nie jedzie. Po drodze spotykam jeszcze Mikołaja (Virenque).
Trzeba wiedzieć jak na starcie się ustawić ;)
Pierwsze metry i z 10 zostaje 3.
Na linii startu rozmawiam z Krzywym i ruszamy. Po wyjściu z zakrętu prowadzę, spokojnie 40 na rozkręcenie nogi bo rozgrzewki nie zdążyłem zrobić, ale po chwili jest tylko Marcin ze swoim kolegą. Jednak kawałek dalej gdzie zaczyna się podjazd jedziemy we dwóch. Podobne tempo i można pogadać ;) Pierwszy podjazd robię na 90% HRmax, a na zjeździe prowadzi Marcin, jedziemy bardzo asekuracyjnie, jest wąsko i morko. Na drugim podjeździe tempo trochę spada, teraz tylko 89% HRmax :D Gdzieś w połowie pojawia się sztywniejszy kawałek i Marcin odjeżdża mi na 100m (15km maratonu). Tak jedziemy aż do samego Karpacza, widzę go jeszcze na wjeździe.
W Karpaczu zwątpiłem jak jechać i skręcam w bok za jakąś różową strzałką. Coś mi nie gra więc wracam się trochę i rozglądam za innymi oznaczeniami na drodze, ale nic nie widzę. Decyduję się jechać główną i pytam ludzi czy tędy jechali kolarze. Po odpowiedzi twierdzącej cisnę w dół, ale blokują mnie auta, raz muszę stawać na pasach. Puszczanie maratonu przez Karpacz to jakieś nieporozumienie.
Cisnę dalej sam wyprzedzając kolejnych ludzi, a od startu było ich sporo, ale nikt nawet nie próbuję się dołączyć. Ciągle liczę że dojadę Marcina i pojedziemy razem. W Kowarach po skręcie na Okraj wyprzedzam kogoś z Interkolu (rozpoznaje go potem bo miał pomiar mocy w piaście :) ), jadę swoje nie przejmując się czasówką, ale widać że jest ciężej bo Okraj zrobiony już tylko na 86%. Na sztywniejszym odcinku (Droga Głodu?) dochodzi mnie pierwszy zawodnik, pytam się czy to Adrian bo z poprzedniej grupy to właśnie on mógł mnie dojść jako pierwszy. Potwierdza, zamieniamy kilka słów i odjeżdża. Pod koniec Okraju doganiam mnie Interkolowiec i jedziemy razem, po drodze zabieramy jeszcze Roberta Karonia (rower inny, taka szosa bez baranka ;) ). Wprowadzam grupę na górę i zjeżdżamy.
W połowie Okraju usłyszałem "O, znajomy z Zieleńca", i fota :D
Za mną Robert, kolega 139 jeszcze trochę się z nami utrzymał.
Conti GP 4000s świetnie spisywały się na mokrym, bardzo pewnie czułem się na zjazdach i cisnąłem dość mocno. Na dole jest ze mną już tylko Robert, wypuszczam go na krótkie zmiany żeby odpocząć i dowalam znowu. Dogania nas też Interkolowiec, ale wygląda już na mocno ujechanego, zgubimy go chyba na PŻ. Jestem miło zaskoczony bo Robert daje dobre zmiany. Tak gdzieś od 80km role się zmieniają i to Robert mocniej pracuje z przodu O.o
Tak też dopadamy Adriana, który stanął za potrzebą. Lecimy we 3, Adrian ujechał się goniąc przez 30km jakąś grupę i teraz spokojnie jechał naszym tempem dając zmiany na naszym poziomie. Koło 90km kryzys, siadam na kole i przez 10km walczę ze sobą żeby nie odpaść. Co jakiś podjazd Robert dokręca, miałem wrażenie, że próbuje mnie zgubić bo startowałem 5m po nim :) Na szczęście siły wracają i dołączam się do współpracy.
Prowadzi Robert, następnie ja, najwyższy Adrian. Pozostałych dwóch kolegów z Interkolu stwierdziło, że pokręcą razem i zostało.
6km przed metą był podjazd na którym Adrian zaatakował. Nie mieliśmy z czego odpowiedzieć, ale jak zaczął się zjazd nie odpuściłem i tak na jego końcu dogoniłem go łapiąc drodze jeszcze 4 zawodników. Ostatnie 4km przejechaliśmy w grupce.
Na kresce, a właściwie kablu.
Warunki były dalekie od idealnych, ale całkiem znośnie, tylko jakieś przelotne opady i mokra nawierzchnia. Jak to w takich warunkach było mijaliśmy przy drodze bardzo wielu zawodników zmieniających dętki. Myślę, że w miarę nowe opony uratowały mnie od takich przygód.
Jak zwykle wykres tętna pokazuje jak przebiegał wyścig... do 90km jestem z niego zadowolony ;)
Wyniki:Open: 9/169 M2: 4/26
Czasówka na Okraj:Open: 17/203 M2: 7/26 00:41:34.82
Cel zrealizowany, Top10 jest. O podium w M2 nie było mowy, wyprzedzili mnie Kolenda, Kozal i Brychcy. Nie moja liga :D
Krzywy dojechał na 7 miejscu z przewagą około 2 minut. Ciekawe jakbyśmy pojechali razem gdybym nie odpadł.
Na koniec coś tam zjedliśmy, pogadaliśmy, poznałem sporo nowych osób, i w końcu zabraliśmy się do Wro. Na miejscu byłem tak wykończony, że tylko zrobiłem i zjadłem obiad i o 20 poszedłem spać.
Jeszcze wyniki drużyny: MEGA: 25 PIOTR RAKIEWICZ 04:15:47.84 29 ARTUR GACEK 04:18:23.57 70 PIOTR ANTCZAK 04:52:36.21
GIGA: 1 KATARZYNA DUGIEL 08:00:33.84
Wnioski? Za cienki jestem żeby pojechać mocno cały taki dystans, powinienem chyba na 90km startować :)
Zaliczyłem też jeden epic fail... zapomniałem napompować oponek przed startem, a kółka ostatnio jeździły 2 tygodnie temu na Amber, po sprawdzeniu manometrem z przodu i z tyłu jechałem na 5.5 atmosfer. Zorientowałem się zaraz po starcie bo czułem że kleje się do asfaltu. Krzyknąłem do Krzywego, ale on stwierdził że nie wygląda to źle, ro teraz mam nauczkę :D Patrząc na wyniki co najwyżej mogłoby dać mi to jedno więcej miejsce w open, ale to i tak duży znak zapytania.
Wczoraj na powrocie ktoś mnie wyprzedził więc zmotywowało mnie to do ostrzejszej jazdy, dzisiaj już na luzie. Za to od kilku dni obserwuję ogromne ilości szkła na ścieżkach i chodnikach. Chyba służby porządkowe przestały sprzątać.
Jeżdżę od lipca 2007. Najczęściej można mnie spotkać w okolicach Wrocławia. Poza szosą dojeżdżam trekingiem do pracy. Trochę informacji:
największy dystans w grupie - 461,7km @ 31,66km/h (nad Bałtyk z Krzyśkiem "chris90accent")
największy dystans w pojedynkę - 260km @ 31.40km/h
największa prędkość - 84,1km/h - gdzieś w Alpach
największa średnia na odcinku 100km - 39.59km/h (Amber Road)
największa średnia na krótkim dystansie - 41.12km @ 40.08km/h
największy miesięczny dystans - 2025km
najwyższe zdobyte drogi:
- Passo di Stelvio 2758m
- Col du l'Iseran 2770m
- Cime de la Bonette 2802m
najtrudniejsze zdobyte szczyty:
- Monte Zoncolan
- Hochtor
- L'Alpe d'Huez
zaliczone kraje na rowerze:
- Polska
- Niemcy
- Austria
- Holandia
- Czechy
- Słowacja
- Włochy
- Szwajcaria
- Francja
- Monaco
- Chorwacja
- San Marino