25 stopni z rana... tak to można jeździć choć po wczorajszym czułem jeszcze nogi. Weekend się zaczyna trzeba dopisać relacje z Chorwacji, wrzucić zdjęcia i może nawet jakiś film w końcu dodam :)
Jadąc do pracy najpierw minąłem się z Piotrkiem jadącym autem. Potem staranowałem dziadka na składaku, który wyskoczył na ulicę zza dużego auta stojącego w korku, potem zostałem wyedukowany przez jednego kierowcę że mam jechać ścieżką. Na światłach dogoniłem go i przedstawiłem mój punkt widzenia. Potem jeszcze tylko minąłem koleżankę z pracy i w końcu zasiadłem przed biurkiem :)
Po pracy koło 18 z Piotrkiem wybraliśmy się na płaski trening. Tempo było całkiem przyjemne, równe. Pojechaliśmy na Jelcz i Oławę. W drodze powrotnej koło Jelcza złapał nas zachód. Ostatnie 15km rozjazdowo.
Jak zwykle po dłuższej przerwie przyjemnie na rowerku do pracy. Od poniedziałku zamknięta będzie główna droga zjazdowa na Psie Pole więc zostanie tylko rower.
Napęd trochę przymarł i zostałem z koronką 26 z tył. W sam raz na dzisiejsze plany. Pojechaliśmy na wcześniej znaleziony podjazd. 5.6km, średnio 11.5%, ostatni kilometr 16%. Udało mi się to przepchać na raz na 34-26 w 40:05. Zoncolan to to nie jest, ale daje radę. Fajnie że start zaczyna się koło naszego domu :)
Reszta dnia to w końcu urlop i odpoczynek :D
Finisz Adama.
Nasza trójka na szczycie:
Adam udał się na Veliko Rujno, a myśmy postanowili poopalać się nie odsłaniając zbyt wiele :D
I jeszcze grupowa fota... następny razem Darek biegnij szybciej :D
Tym razem na wspin do kanionu pojechaliśmy rowerami. Poszły dzisiaj 4a, 4b, 4c, 5a i 5b w różnych ilościach. Trudniejszych nie próbowaliśmy, nie chcieliśmy zostawiać ekspresów na ścianach :D
Na koniec zwiedzanie miasteczka. Twierdza ochronna na zwężeniu wody:
Troszkę offroadu wpadło.
Doba od pełni księżyca. Podczas tej konkretnej pełni księżyc znajdował się najbliżej ziemi w tym roku kalendarzowym.
Zaliczyliśmy desperacką próbę złapania zachodu słońca, nie spodziewaliśmy, że pójdzie tak szybko. Darek nie zdążył :)
Tym razem wybraliśmy się na treking po Parku Narodowym Paklenicy. Trochę pobłądziliśmy, jakieś 20km w 8 godzin piechotą zaliczyliśmy, a do tego znaleźliśmy świetny podjazd. Jakieś 6km, średnio coś 12%, a ostatni kilometr ma na oko 16%, jutro atakujemy rowerami :D Szykuje się drugi po Zoncolanie hardcorowy podjazd.
W parku narodowym:
Darek znalazł 8b, ale postanowiliśmy nie próbować ;)
Tutaj najsłynniejsze wejście w PN Paklenicy - Anica Kuk. Na środku ściany wypatrzyliśmy schodzące już osoby.
Skorzystaliśmy ze znaku na Veliko Rujno spodziewając się że szybko tam dojdziemy... nigdy tam nie dotarliśmy, za to zaliczyliśmy ogromne podejście :D
Największe wrażenie zrobił na nas wspinacz idący tą samą, strasznie ciężką trasą, w japonkach. Hardcore przez naprawdę wielkie H.
W końcu zabłądziliśmy... właściwie to zniknęły oznaczenia szlaku, a GPS twierdził, że oddalamy się od domu. Postanowiliśmy wracać po śladach i tak trafiliśmy do opuszczonej małej osady na jakiś 900mnpm. Miejsce miało niesamowity klimat.
W końcu znaleźliśmy zejście do Starigradu.
Próby złapania stromizny zjazdu.
Szczyt podjazdu. Podziwiając widoki nadjechał gościu na MTB, wyglądał na mocnego, a na 22-30 jechał zakosami. Końcówka tutaj jest masakryczna:
Dzisiaj w końcu rower, trochę chłodniej się zrobiło. Cała trasa wzdłuż wybrzeża, dzisiaj wyszły chyba najlepsze zdjęcia i filmy :) Pojechaliśmy do Karlobagu gdzie byłem kilkanaście lat temu.
No to jedziemy. Słońce idealnie świeci w plecy i oszczędza nasze twarze.
Że też komuś chciało się tam coś budować.
Piękna przejrzysta woda.
Po dojechaniu do miasta grupowa fotka.
I dalsze podziwianie wody.
A tutaj panorama naszej plaży.
Plażowanie :D
Mentalne przygotowania. Wejść czy nie wejść do tej wody..
I przebieranie.
Skok do wody był... wtedy też uzmysłowiłem sobie dlaczego nikt inny nie pływa. Woda była lodowata, płynąłem do brzegu jak szybko mogłem :D
Ja się opalałem, a reszta... polowała ;)
Zbliża się zachód słońca i trzeba wracać. W wyśmienitych humorach oczywiście. Do tego silny wiatr w plecy uprzyjemnił nam jazdę.
W samym Starigradzie sesja przy zachodzącym słońcu.
Cały dzień na wspinie. Spotkaliśmy Dawida z ekipą, którzy akurat dzisiaj dojechali. Nie podołaliśmy na jednym 6a i inni Polacy musieli ściągać nasz sprzęt :D
Zobaczyliśmy jak łatwo przypiąć 4 rowery do jednego znaku.
Na 5b:
I Adam:
Następnie Darek zaliczył dość długie IV.
Z prawej złapał się Dawid asekurujący na dość trudnej trasie, robiliśmy tam tylko za widzów.
Nieszczęsne 6a, które mnie pokonało. Ludzie obok też się męczyli. 6a to może i było zanim wszyscy wspinacze wyślizgali tą skałę :P
Soft trochę źle zinterpretował moje zamiary co do tej panoramy :D
Wykończeni, przed 20 powrót do domu. Dziennie piechotą robimy koło 10km :)
Jeżdżę od lipca 2007. Najczęściej można mnie spotkać w okolicach Wrocławia. Poza szosą dojeżdżam trekingiem do pracy. Trochę informacji:
największy dystans w grupie - 461,7km @ 31,66km/h (nad Bałtyk z Krzyśkiem "chris90accent")
największy dystans w pojedynkę - 260km @ 31.40km/h
największa prędkość - 84,1km/h - gdzieś w Alpach
największa średnia na odcinku 100km - 39.59km/h (Amber Road)
największa średnia na krótkim dystansie - 41.12km @ 40.08km/h
największy miesięczny dystans - 2025km
najwyższe zdobyte drogi:
- Passo di Stelvio 2758m
- Col du l'Iseran 2770m
- Cime de la Bonette 2802m
najtrudniejsze zdobyte szczyty:
- Monte Zoncolan
- Hochtor
- L'Alpe d'Huez
zaliczone kraje na rowerze:
- Polska
- Niemcy
- Austria
- Holandia
- Czechy
- Słowacja
- Włochy
- Szwajcaria
- Francja
- Monaco
- Chorwacja
- San Marino