Rano autem pojechałem zawieźć szosę na serwis, wymiana napędu i kasowanie luzów. Staruszek zrobił:
Wszystkie kilometry: 10796.34 km (w terenie 14.00 km, 0%)
Czyli praktycznie tyle samo co jego poprzednik. Tym razem zamiast 53/39 jest 50/34, a kastę zamieniłem z 12-26 na 13-26. W sam raz na większe górki. Piotrek jeszcze wyregulował przednią przerzutkę i wszystko pięknie śmiga. Za kasetę, korbę i łańcuch dałem w sumie 200zł, a to jest 40 mniej niż 2 lata temu :) Jest tylko jeden minus bo 50-13 nie nadaje się na zjazdy, przy 60km/h jest taki młynek, że nie ma z czego dokręcać.
Dzisiaj Krzysiek poprowadził nas do Trzebnicy na jedną górkę którą zrobiliśmy 3x5. Drugą serię robiłem z Piotrkiem, wygrał finisze 3:2, w 3 serii prowadził 3:0 (choć za każdym razem było blisko ;)), ale pozostałe 2 odpuścił. Na koniec po nogi miałem jak z waty bo każdy z 15 podjazdów robiony był na maksa.
Na koniec przetestowaliśmy mój bagażnik rowerowy na hak. Okazało się, że bez żadnego kombinowania weszły na niego 4 kolarki. Super.
Basen dzisiaj mocno skróciłem bo zaspałem na wcześniejszą godzinę, a chciałem nie być zbyt późno w pracy. Dzisiaj jakiś geniusz w białej furgonetce...( coś w tym jest Michał ;) ) próbował mnie edukować jak poruszać się po Robotniczej. Według niego powinienem kontrapasem jechać pod prąd. Pokazałem mu palcem na piktogramy rowerów i strzałki i trochę się uspokoił.
1000m x rozgrzewka zmiennym 2x50m x delfin 300m x kraul ręce 200m x klasyk 200m x grzbiet 200m x kraul = 2000m
Bardzo zimno dzisiaj, na basenie pojawił się Chińczyk, który dobrze pływał kraulem, dobra technika i prędkość. Klatę i plecy miał jak zawodowy pływak (nie mylić z kulturystą). Gdyby więcej takich ludzi przychodziło byłaby większa motywacja do cięższych treningów. Od samego początku strasznie czułem nogi, skurcze wisiały kilka razy w powietrzu aż pod koniec trafił w łydę ;) Zrobiłem jeszcze kilka basenów i wyszedłem przed gwizdkiem co rzadko mi się zdarza.
1000m x rozgrzewka zmiennym 500m x kraul ręce 250m x klasyk 500m x kraul = 2250m
Miał być dzisiaj spokojny, krótki rozjazd po wczorajszym... nie wyszło :D Z Piotrkiem spotkałem się na wiadukcie, potem Artur G. czekał na nas w Pasikurowicach, z nim pojawił się nowy kolega, Marcin na MTB. Po chwili dołączył do nas Krzysiek i ekipa Husarii ruszyła do Trzebnicy zmasakrować Szerszeni ;)
Wszyscy dość mocno czuli nogi po wczorajszym, ale na szczęście Szerszenie zaczynają spokojnie. Jechało nas chyba ze 20, grupa na początku mocno się rwała, my oczywiście z przodu ;P Dużo czekania, zawracania i powolnej jazdy aby wszyscy doszli.
Za to jak już się rozkręciło to był ogień, jazda na maksa, krótki zmiany, czułem się prawie jak na wyścigu. Na początku Szerszenie wyglądały jak pszczółki, ale pod koniec pokazali, że jeździć potrafią. Do Trzebnicy dojechało nas chyba 10, w tym 4x Husaria i Marcin :)
Potem już tylko piwko i powrót do domu. Niestety Artura na zjeździe ukąsiła pszczoła w głowę, lekko odbił kierownicą, złapał pobocze i poleciał. Sprzęt trochę oberwał, ale na szczęście mu nic poważnego się nie stało.
Trzeba trochę potrenować wspólną jazdę przed TTT w Gostyniu. Dzisiaj we czterech, Artur G., Krzysiek i Piotrek. Wiatr przerażający, ale nie daliśmy się :) Pętelka na południe od Wrocławia, reszta to rozjazd i przejazd przez miasto.
Ostatni raz w deszczu do pracy jechałem chyba na wczesną wiosnę. Pogoda trochę się popsuła, ale przynajmniej mniej rowerzystów na drogach i więcej miejsc do parkowania ;)
Myślałem, że pojadę sam, ale okazało się, że jest więcej chętnych. Można powiedzieć stała ekipa: Artur, Krzysiek i Piotrek. Jechaliśmy na dwa auta także nie było ciśnienia z czasem, mogliśmy o normalnej godzinie wystartować (8:00) i nie śpieszyć się z powrotem, ogromna wygoda.
Do Zlotych Hor dojechaliśmy o 10, a pół godziny później mogliśmy ruszyć.
Trasę ułożyłem dość wymagającą z wieloma trudnymi podjazdami. To teraz małe zestawienie w kolejności ich pokonywania.
1. Zlote Hory Hermanowice 394-706m, 6.4km, 4.9%
2. Holcovice - Karlovice 471-653m, 2.5km, 7.3%
3. Karlovice - Pradziad 391m - 1493m, 25km, 4.1%
4. Vidly 1 779-1002m, 3.4km, 6.6%
5. Vidly 2 774-923m, 2.3km, 6.5%
6. Jesenik - Rejviz 455-792m, 7.2km, 4.7%
7. Prameny Opavice 518-783m, 5km, 5.3%
8. Petrov Boudy 453-701m, 4.2km, 5.9%
Na żadnym podjeździe pierwszy nie byłem, ale jechało się super ;) 13% ścianka za Zlatymi Horami wydała nam się jak 5%, co dają świeże nogi :P Miło zaskoczył podjazd za Holcovicami bo miejscami miał 9-10%.
Holcovice +
Na szczycie okazało się, że widać Pradziada, moja lewa ręka na niego wskazuje.
Następnie rozpoczął się 25km podjazd na Pradziada, pierwsze km bardzo łagodne, ostatnie bardzo strome.
Na trasie.
Tradycyjnie w Karlovej zatankowaliśmy wodę życia :)
I w końcu znaleźliśmy się na szczycie.
Każdy z nas ustanowił swój najlepszy czas wjazdu tego 9km odcinka licząc od szlabanu.
Krzysiek 36m Artur 37m 37s Ja 38m 09s - poprawiony o ponad 5 minut! Piotrek 40m z sekundami
Na finiszu próbowałem jeszcze nagrać Piotrka, ale za późno zorientowałem się, że już jest. W trakcie podjazdu mijając parę Czechów usłyszałem "kolejni z Husaria", niby nic, a cieszy :D
Tak od wysokości 900mnpm było dość zimno, poza Piotrkiem reszta z nas marzła.
Na szcycie fota naszego następnego celu, zbiornika Dolne Stranie i elektrowni szczytowo pompowej.
Zjazd niestety był fatalny, dzikie tłumy ludzi zastawiające całą drogę, było nawet jedno czy dwa niebezpieczne hamowania.
Przy dolnym parkingu zatrzymaliśmy się na obiad. Nie dość że wpuścili nas potem do środka z rowerami to jeszcze na koniec każdy z nas dostał po kawałku ciasta gratis!
Zjazd z miejscowości Vidly jest dość stromy, sekcje po 12% pozwalają się mocno rozpędzić, Piotrek wziął tam dwa motocykle i auto dostawcze :D Ja spokojnie zjechałem za nimi :P Za Jesenikiem trafiliśmy na dość długi podjazd, ale dopiero wjazd na Prameny Opavice nas wykończył bo końcówka miała stale ~10%.
Piotrek zrobił tam genialne zdjęcie.
Tu już szczyt przełęczy (780m).
I zjazd.
Jeszcze tylko wizyta w sklepie i zakup wody "bez bubli" :D Tutaj na 110km mieliśmy już 2600m w pionie. Teraz czekał na odpoczynek od podjazdów, 36km zrobliśmy na zmianach ze średnią 38.1km/h, ale na kole jechało się prawie bez wysiłku.
Na niższej wysokości było zdecydowanie cieplej, w końcu też świeciło na słońce, którego przez większość dnia brakowało.
Tutaj ochoczo jedziemy do ostatniego podjazdu dnia.
Petrov przywitał nas dość długą, 12% sekcją. Było ciężko, ale jak zrobiło się 5-6% to wystrzeliłem jak na płaskim i dojechałem do czekającego na szczycie Krzyśka :)
Petrov Boudy (701m).
Potem czekał nas już tylko 4km zjazd do aut. Wyjazd się udał, jedyny minus to to, że jednak nie udało się pobić rekordu przewyższeń (który na razie wynosi 3011m).
Jeżdżę od lipca 2007. Najczęściej można mnie spotkać w okolicach Wrocławia. Poza szosą dojeżdżam trekingiem do pracy. Trochę informacji:
największy dystans w grupie - 461,7km @ 31,66km/h (nad Bałtyk z Krzyśkiem "chris90accent")
największy dystans w pojedynkę - 260km @ 31.40km/h
największa prędkość - 84,1km/h - gdzieś w Alpach
największa średnia na odcinku 100km - 39.59km/h (Amber Road)
największa średnia na krótkim dystansie - 41.12km @ 40.08km/h
największy miesięczny dystans - 2025km
najwyższe zdobyte drogi:
- Passo di Stelvio 2758m
- Col du l'Iseran 2770m
- Cime de la Bonette 2802m
najtrudniejsze zdobyte szczyty:
- Monte Zoncolan
- Hochtor
- L'Alpe d'Huez
zaliczone kraje na rowerze:
- Polska
- Niemcy
- Austria
- Holandia
- Czechy
- Słowacja
- Włochy
- Szwajcaria
- Francja
- Monaco
- Chorwacja
- San Marino