Praca

Poniedziałek, 30 maja 2011 · Komentarze(0)
Kategoria miasto, praca, trekking
Nie miałem siły rano jechać na basen :)

VI Leszczyński Maraton Rowerowy

Niedziela, 29 maja 2011 · Komentarze(9)
Kategoria >150km, maraton, runner
Dzień zaczął się już o 4 rano, musiałem się szybko pozbierać i o 5 byłem już u Darka, który trochę zaspał. Potem szybko pojechaliśmy zgarnąć Tomka. Artur i Marcin jechali drugim autem. Pogoda nawet dopisywała, drogi były praktycznie puste więc do Leszna jechało się błyskawicznie. Na trasie minęliśmy kilka aut z rowerami i przed 7 zameldowaliśmy się na lotnisku aeroklubu. Było już pełno aut, wszyscy składali i pompowali rowery, ja znalazłem Artura i odebrałem od niego nasze numery startowe.

Przed startem znalazłem Artura i Marcina i odebrałem od nich nasze numery startowe.


Na starcie, całkiem z lewej Tomek, z tył w odblaskowej koszuli Jarek.


Za dużo czasu nie mieliśmy i na start wpadliśmy 2 minut przed naszą godziną odjazdu. Uzgodniliśmy z resztą osób, że jedziemy spokojnie. Znalazł się tam też Jarek, z który rok temu w Lesznie przejechałem większość maratonu. Na starcie fotki i ruszamy, koło 36km/h, ale widać że tempo dla reszty jest mocne i nie wszyscy chcą dawać zmiany. Starty w grupach 10 osobowych co minutę sprawiły, że na trasie zrobiło się dość ciasno. Błyskawicznie doganialiśmy grupy startujące przed nami. Minęliśmy trzy kiedy dogonił nas bardzo szybki pociąg. Podłączyliśmy się, ale tempo nie spadało poniżej 40, właściwie to utrzymywało się na poziomie 42-43km/h.

Jazda była ostra i powoli ludzie odpadali z grupy, z 6 grup startujących przed nami wyprzedziliśmy 5. Przed nami została jedna w której ponoć jechali faworyci do wygranej w open. Po godzinie jazdy mieliśmy już ponad 40km, a w grupie zostało nas 9, wszyscy znajomi odpadli. Jazda była tak ostra, że nie miałem kiedy się napić nie myśląc nawet o jedzeniu. Kanapkę jadłem na dwie tury przez 2km :D Zmiany co 10-15s i żadnego zwalniania. Z nadzieją wypatrywałem znajomej 11% grórki. Jak przewidywałem nie wytrzymałem tam tempa i odpadłem. Trochę ponad 60km i średnia 40.1km/h. Na szczęście z przodu odpadł jeszcze jeden gość, który zaczekał na mnie.

W rozmowie wyszło, że jechałem w kolejnej grupie kandydatów na wygraną, która na dodatek cisnął w nadziei dojścia tej pierwszej. Kolega powiedział, że gdybyśmy ich doszli to wtedy zaczęłoby się prawdziwe ścigania, ataki i pościgi. Stwierdziliśmy, że nie ma sensu tracić sił na ostrą jazdę i czekaliśmy na kolejny pociąg. Tak przejechaliśmy 30km ze średnią 31.7km/h, przy okazji stanęliśmy na punkcie żywieniowym, całe 97 sekund :)

W końcu dogoniło nas kilka osób, w tym Artur i Tomek, a kawałek dalej jeszcze szybciej przemknęła koło nas Harfa Harryson. Gaz do dechy i udało się złapać koło. W całym peletonie mogło być ze 30 osób, w tym na przedzie Harfa i ESKA BGŻ Team, my bezpośrednio za nimi. Podstawa to dobre miejsce w peletonie, nie chciałem ryzykować, że ktoś przede mną puści koło.

Harfa i Eska na przodzie.



Fakt jest taki, że Harfa i ESKA ciągnęli nas wszystkich przez 70km, co jakiś czas ktoś trzeci znalazł się na chwilę z przodu. Sielanka to jednak nie była. Silny boczny i czasami czołowy wiatr sprawiał, że utrzymanie się na kole było sztuką, tętno 160-170 było normą. Do tego każdy zakręt to było hamowanie, a potem ostry sprint i pogoń, kilka razy niewiele brakowało a bym puścił koło. Ranty ustawiane były na całą szerokość drogi, chowane tylko kiedy coś nadjeżdżało z przeciwka, a niejednokrotnie zmuszaliśmy auta do zatrzymania się. Kiedy jednak nie mieściłem się na rancie czułem się jakbym pracował na czele grupy dając z siebie wszystko.

Prywatny punkt żywieniowy Harfy. Ciekawiło mnie dlaczego reszta staje?


Wiedziałem, że na 140km będzie długi podjazd, miałem nadzieję, że uda się wytrzymać i nie odpaść z grupy. Dodatkowo pojawił się jakiś kolega Harfy, który nie startował w maratonie. Gdyby zaczął się podjazd to on był na zmianie i zaczął niszczyć peleton. Dawałem z siebie wszystko, nogi paliły jak diabli, ale udało się utrzymać. W pewnym momencie musiałem zrzucić na małą tarczę i spadł mi łańcuch, momentalnie ludzie zaczęli mnie omijać. Na szczęście szybko opanowałem sytuację i goniłem dalej. Obok mnie ciągle jechałem Tomek. Artur na początku podjazdu zjechał na koniec peletonu i nie miał przez to szans utrzymać się z nami. Przez to na ostatnich 20km straciłem do nas aż 6 minut.

Po podjeździe tempo poszło jeszcze w górę, Felty chciały się wymęczyć bo mieli między sobą finisz do rozegrania. Do tego zachęcili resztę ludzi do wyjścia na zmiany. Na finiszu udało mi się lepiej wejść w ostatni zakręt i znalazłem się na mecie przed Tomkiem, myślałem, że został bardziej z tył, a na końcu okazało się, że wjechaliśmy z identycznym czasem na metę :)

Ostatecznie udało się zająć 49/223 w OPEN na 160km i 13/30 w M2.

Na trasie był też drugi punkt żywieniowy, ale gdzieś go przegapiłem, było tak ostro, że nawet nie rozglądałem się na boki :D

Z występu jestem bardzo zadowolony, liczyłem na czas 4:40, a wyszło lepiej, różnica względem zwycięzcy to niecałe 6%. W porównaniu do zeszłego roku czas lepszy o 32 minuty. W czwartej dziesiątce wyścigu czasy prawie identyczne, od 4:25 do 4:26 :)

Na mecie miałem przyjemność poznać osobiście Klosia i Jarzynę :)

Omawianie całego maratonu przy makaronie po zakończonym ściganiu :)


Uwagi do samego maratonu:
- oznakowanie trasy mogłoby być trochę lepsze, znałem już trasę więc mi akurat nie sprawiły problemów;
- jedzenia na mecie bardzo mało, ale z drugiej strony bardzo niskie wpisowe;
- punkt żywieniowy bardzo dobry;
- puszczanie dużych grup w małych odstępach daje wrażenia prawie jak na wyścigu :)


Podział na okrążenia:
- 60km, 40.1km/h, hr 167
- 31km, 31.7km/h, hr 153
- 72km, 36.6km/h, hr 153

Na koniec jeszcze wyniki znajomych:

49 TOMASZ (ja) HUSARIA SZOSOWA M2/13 (M)49 04:26:01
50 TOMASZ M2/14 (M)50 04:26:01
55 ARTUR HUSARIA SZOSOWA M3/13 (M)55 04:32:08
59 MACIAŚ TOMASZ SR CYKLISTA KLUCZBORK M4/14 (M)59 04:34:53 (razem jechaliśmy większość Radkowa)
84 MARCIN HUSARIA SZOSOWA M2/20 (M)84 04:51:10
105 DARIUSZ HUSARIA SZOSOWA M2/22 (M)104 05:07:25


Trasa i wykresy.


Najlepsze zostawiam na koniec ;) (z galerii pepe)

Wzgórza

Sobota, 28 maja 2011 · Komentarze(11)
Kategoria <100km, runner
Dzisiaj spokojna jazda przed jutrzejszym maratonem. Zjawił się Adam, Darek i Krzysiek. Adam i Krzysiek na MTB więc liczyłem, że będzie luźno, ale chłopaki momentami ostro cisnęli. Krzysiek z nami to powinien tylko na MTB jeździć :P Było chłodno i wietrznie, ale też sporo kolarzy na trasie.


Próbowałem zrobić fotki na stromym podjeździe, ale ledwo co widać.

Praca

Piątek, 27 maja 2011 · Komentarze(0)
Kategoria miasto, praca, trekking
Mokro i pod wiatr.

Praca

Czwartek, 26 maja 2011 · Komentarze(0)
Kategoria miasto, praca, trekking
Jakoś zimniej dzisiaj, trzeba było lepiej się ubrać, chociaż z wiatrem było.

Basen / Praca

Środa, 25 maja 2011 · Komentarze(0)
Kategoria miasto, praca, trekking
Po sporej przerwie znowu basen, pływało się bardzo dobrze.

1000m x rozgrzewka zmiennym
1000m x kraul ręce
200m x grzbiet
100m x delfin
100m x kraul
= 2400m

Praca

Wtorek, 24 maja 2011 · Komentarze(0)
Kategoria miasto, praca, trekking

Praca

Poniedziałek, 23 maja 2011 · Komentarze(0)
Kategoria miasto, praca, trekking
Do pracy musiałem cisnąć żeby zdążyć na spotkanie, spóźniłem się tylko minutę :)

Opole - Wrocław

Niedziela, 22 maja 2011 · Komentarze(2)
Kategoria <150km, >30km/h, runner
Dzisiaj trzeba było wracać, miałem jechać rano, ale wszystko się przesunęło i ruszyłem po 15, w Opolu pełne zachmurzenie i na obwodnicy złapał mnie deszcz. Ale już 20km dalej pełne słońce i ręce spaliłem sobie jeszcze mocniej :( Jechało się bardzo dobrze bo ruch był mały, jednak nogi czuły ogromne zmęczenie po wczorajszym, do tego ciężko było mi wyjść powyżej tętna 150, a 160 uzyskałem na wjeździe na wiadukt :) Gdybym wczoraj nic nie jeździł to dzisiaj na tej trasie by się działo ;D

kad 88/110




I jeszcze fotka z wczoraj zapożyczona od Piotrka :)

Ja, Marcin i Artur (post).

W końcu płasko :)

Sobota, 21 maja 2011 · Komentarze(4)
Kategoria <150km, >30km/h, runner
Ekipa: Artur (post), Marcin, Piotr i ja.
Trasa: Wro - Oleśnica - Namysłów - Kluczbork - Opole

Pogoda dzisiaj super dopisała, może zbyt super, nie posmarowałem niczym rąk i sobie je spaliłem :( Wiatr za to miał dzisiaj z nami sojusz :)

Wyjechaliśmy o 9:00, choć wszyscy na zbiórce byli zgodni, że powinniśmy wyjechać o 7. Następnym razem :) Szybko się przejaśniło i lecieliśmy do przodu, tempo było żwawe, Artur na swoich zmianach jeszcze mocniej dokręcał. Przed Namysłowem policja skierowała nas na objazd, zderzył się tam bus wiozący dzieci z ciężarówką LINK. Ogólnie ruch mały i nawierzchnia dobra. W Namysłowie Artur i Piotrek zdecydowali się zawrócić do Wrocławia, a ja z Marcinem pojechaliśmy dalej na Kluczbork.

O dziwo tempo nie spadło i we dwójkę na zmianach mocno ciągnęliśmy. W planach była dużo dłuższa trasa, ale Marcin chciał szybciej być w domu, a mi średnio widziało się jechać samemu i odbiliśmy na Opole. Tu już wiatr nie chciał nam pomagać, więc trzeba było pokazać mu kto tu rządzi... i tempo tylko nieznacznie spadło :P

6km przed Opolem przy mocno świecącym słońcu złapała nas ogromna ulewa. Byliśmy obok przystanku więc szybko się schowaliśmy i zdecydowali ją przeczekać. Po 15 minut ruszyliśmy żeby przekonać się, że 300m dalej nic nie padało! O.o Droga była idealnie sucha, a kawałek wcześniej jechaliśmy w strumieniu :D

Ostatecznie Marcin wsiadł w pociąg, a ja zostałem w Opolu.

Po wykresie tętna bardzo ładnie widać kiedy wychodziłem na zmiany :)