Pierwsza jazda w tym roku i to w nowym miejscu. Zapomniałem zabrać sobie wyścigów i dzisiaj jazda przy kolekcji teledysków, które zebrały się od 2000 roku :)
Dodanie wentylatora zredukowało ilość wytwarzanego potu o jakieś 75%, a i tak nie działa na maksymalnych obrotach... no ale co się dziwić, ten sam wentylator potrafi schłodzić moją kartę graficzną ze 110 stopni do 30. Lol.
Wczoraj jadąc do Wrocławia nakręciłem kilka krótkich filmików obrazujących naszą zimę.
Przed Wrocławiem okolice Kamieńca. Główna droga na Warszawę, tutaj 5 pasów. Za Swojczycami, w stronę centrum.
Chciałem napisać podsumowanie sezonu 2009, ale dopiero teraz doszedłem do siebie po Sylwestrze... ;)
Wygląda na to, że z moich planów udało się zrealizować całe nic. Pierwszym celem było zrobienie min. 10 000km, jednak przesunięcie obrony na koniec września wykluczyło mi 2 miesiące wakacyjne z jazdy. Kolejnym celem było zrobienie najpierw 300, a potem 400km w jeden dzień. Specjalnie się do tego nie szykowałem, miało wyjść w praniu. Pierwsza okazja nadarzyła się w w lipcu. Po 30km złapała mnie ulewa i od 6 rano godzinę czekałem na mniejszy deszcz. Ostatecznie zrobione 260km przy przelotnych opadach i miałem dość.
Kolejna próba rónież w sierpniu, miał być Tour de Ósemka, ale przed Bełchatowem problemy techniczne i nawet pomoc DMK77 nie pomogła. Koniec wycieczki po 165km. Ostatnia szansa pojawiła się we wrześniu. Do 1:00 wprowadzałem ostatnie poprawki do pracy mgr, a o 5 rano pobudka i start do Opola przez Pradziada. Ostatecznie brak świateł i zbyt wolne tempo na trasie zmusiło mnie do telefonu po transport. Znowu 260km.
Poza tym sezon uważam za bardzo udany, w końcu to dopiero mój drugi pełny rok na rowerze. Sporządziłem sobie kilka statystyk.
Średnio na kolarce jeździłem raz na 5 dni robiąc 88.8km. Całkiem ładnie choć wolałbym 100km :P Trekingiem jeździłem wyłącznie po mieście, w większości były to różne dojazdy. Wyjazdy na kolarce mogę podzielić na 3 główne kategorie: wycieczki, dojazdy i trening. Kolejne dwie to trasa Opole-Wrocław-Opole oraz jazda samemu.
Jak widać zdecydowanie częściej jeździłem sam (77% wyjazdów), 34% ze wszystkich wycieczek to dojazdy do rodziny w różnych częściach Polski (22% tras stanowiła trasa Opole-Wrocław-Opole), 12% było treningami, 54% to wycieczki dla czystej przyjemności :)
Udało się w tym roku zrobić 29 setek i 7 dwusetek.
Większość wycieczek wspominam miło, ranking Top3 wygląda następująco:
1. Wyjazd z Darkiem z Wrocławia do okolic Bolesławca. Najpierw błądzenie, potem początek górek na trasie do Jeleniej, wspinaczka na Górę Szybowcową i cudowna trasa przez Wleń i Szwajcarię Lwówecką.
2. Wycieczka Wrocław - Pradziad - Opole. Sporo kilometrów, dużo wspinania i cudowna pogoda.
3. Wyjazd z Darkiem, Nysa - Pradziad - Nysa. Jazda z kimś jest dużo przyjemnijsza :)
Plany na ten rok są takie same jak na zeszły. Może teraz uda się je zrealizować.
Krótki film pozwalający choć w małym stopniu zrozumieć jak wielki jest Wszechświat. Po obejrzeniu go czuję się jak mały elektron :) Tyle miliardów galaktyk... ciekawe w ilu z nich można spotkać życie.
Dzisiaj początek 17 etapu TdF i ucieczka Thora Hushovda. Akurat dobrze to pamiętam, dał nogę, zgarnął wszystkie premie za sprint i zapewnił sobie zieloną koszulkę :)
Zaanektowałem łazienkę :D
Odkopuje starocie z Ulubionych mojego konta na YT :D
Where the Hell is Matt? Świetna inicjatywa, jeśli dobrze pamiętam najpierw robił to przy okazji podróży, a potem znalazł sponsora i podróżował już dla kasy.
Dzisiejszy trening sponsorował 16 etap tegorocznego TdF, a dokładniej start i wspinaczka na Col du Grand Saint-Bernard (2473m). Miałem co oglądać więc jechałem trochę spokojniej niż poprzednio przy samej muzyce, ale i tak po godzinie miałem dosyć.
Po 8 rano na basen. Tam czekał już Rysiek, nawet sporo osób dzisiaj było, po 3-4 na każdym torze. Do nas doszła babcia, która wolno pływała i za każdym razem ktoś na nią wpadał i utykał z tył :) Dorzuciłem dzisiaj cienką kurteczkę. Fakt było cieplej, ale za to się spociłem. Nie wiem co lepsze :P
Trance. Jeden z moich ulubionych kawałków ever. Purple Mood - One Night In Tokyo (Above & Beyond Remix)
Jakoś nie mogliśmy się zgrać z Ryśkiem na basen i ostatecznie padło na barbarzyńsko wczesną godzinę czyli 8 rano. Udało mi się jakoś wstać i tu pierwsza niespodzianka.
Trochę zasypało śniegiem. Było tak ślisko, myślałem, że nie zdążę na czas. Całe miasto od rana zakorkowane, drogą nie dało się jechać, musiałem skorzystać z chodników i ścieżek.
Po.
Potem jeszcze odprowadziłem Ryśka do pracy.
I wracając przed 10 dalej straszne korki. Nie rozumiem jak Ci ludzie w takich warunkach drogowych mogą wybierać auto nad rower? :>
A teraz kawałek sprzed lat, słyszałem go gdzieś koło 2003 roku, potem powrócił wraz ze stroną internetshouldbeillegal (nie radzę zaglądać :D ). Gunther - Ding Dong Song.
Wczoraj basen nie wypalił, za to dzisiaj ścianka jak najbardziej. Dzisiaj MNM pod Wrocławiem, szkoda że nie dysponuję rowerem, który by się na to nadawał :(
A teraz wpadający w ucho rockowy kawałek IRA - Mój dom.
Jeżdżę od lipca 2007. Najczęściej można mnie spotkać w okolicach Wrocławia. Poza szosą dojeżdżam trekingiem do pracy. Trochę informacji:
największy dystans w grupie - 461,7km @ 31,66km/h (nad Bałtyk z Krzyśkiem "chris90accent")
największy dystans w pojedynkę - 260km @ 31.40km/h
największa prędkość - 84,1km/h - gdzieś w Alpach
największa średnia na odcinku 100km - 39.59km/h (Amber Road)
największa średnia na krótkim dystansie - 41.12km @ 40.08km/h
największy miesięczny dystans - 2025km
najwyższe zdobyte drogi:
- Passo di Stelvio 2758m
- Col du l'Iseran 2770m
- Cime de la Bonette 2802m
najtrudniejsze zdobyte szczyty:
- Monte Zoncolan
- Hochtor
- L'Alpe d'Huez
zaliczone kraje na rowerze:
- Polska
- Niemcy
- Austria
- Holandia
- Czechy
- Słowacja
- Włochy
- Szwajcaria
- Francja
- Monaco
- Chorwacja
- San Marino