Rano załatwianie spraw na uczelni. Potem zadzwonił Rysiek, że jest wyjazd wieczorem. Zbiórka o 20 na rynku. Tam spotkaliśmy się z Jahoo i Młynarzem, po obejrzeniu wystawy Wrocław 1947 ruszyliśmy na miasto. Tak snuliśmy się do godziny 23, na Kozanowie rozstaliśmy się i z Ryśkiem ruszyłem w stronę rynku. Okazało się, że złapałem gumę. Powietrze na tyle wolno schodziło, że po napompowaniu na stacji udało mi się przejechać jeszcze 14km do domu. Musiałem jednak wrzucić wyższy bieg i nie zjeżdżałem z 4-pasmówki :) Jeździło się bardzo przyjemnie.
A tutaj jeszcze fotki, chwilę przede mną na rynek przyjechał dziwny autobus :>
Piękna pogoda od rana więc jedziemy na ŚWR. Najpierw szybko przed 10 do Ryśka, potem już spokojnie na rynek. Tam w umówionym miejscu pierwszy zobaczył nas WrocNam, a chwilę później dojechał Młynarz i Jahoo. Przenieśliśmy się na Plac Solny gdzie pojawił się Boski Blase :P
Blase.
Od lewej ja, Młynarz, Jahoo, WrocNam. Fotkę robił Rysiek.
Następnie ruszyliśmy przez miasto kompletnie blokując drogę, tempo było koło 8km/h, myślę, że kierowcy, którzy tam stali jeszcze bardziej znienawidzą rowerzystów :D Widziałem na trasie jak kierowcy wysiadali i krzyczeli to na rowerzystów, to na policjantów. Gdyby tylko wsiedli na rower nie byłoby tego problemu :P
Z przodu peletonu jechały bębny, a w środku i potem pod koniec wózek z kolumnami i przyjemną muzyczką.
Tutaj cel parady, Wzgórze Andersa.
Z Ryśkiem zostaliśmy tylko do 14. Następnie dość szybko wróciłem do domu, zjadłem obiad i pojechałem na ściankę powspinać się z Marcinem. Ostatecznie w domu byłem po 20.
Ale dawno nie jeździłem na szosie. Umówiłem się z Krzyśkiem, ale zaczęło padać, 2 godziny później ruszyliśmy. Chmury deszczowe otaczały nas z 3 stron, a my jechaliśmy w tą jedną gdzie świeciło słońce :) Po prawej natomiast mieliśmy burzę z piorunami :D A na nas spadło tylko parę kropel pod Skarszynem. Potem Trzebnica, Zawonia i Wro. Tempo bardzo rekreacyjne więc jechało się lajtowo. Po wyjeździe z Trzebnicy, na 2 podjeździe w stronę Zawoni czołówka, ktoś chyba wyprzedzał pod górkę, na ciągłej, na zakręcie...
Korek spory z jednej i drugiej strony, ale my się przebiliśmy. Krzysiek na kolejnym podjeździe:
Było trochę chłodnawo, ale ogólnie zajefajnie, wilgotne burzowe powietrze, zimny mocny wiatr w twarz w drodze powrotnej. Było tak przyjemnie, że mi to nawet nie przeszkadzało :)
na kolarce. Musiałem pojechać odebrać lapka z serwisu. Musiałem zdążyć do sklepu przed 17 dlatego padło na szosę. Ostatecznie zdążyłem wrócić do domu o 17 :] Wyciśnięcie takiej średniej na mieście to ogromny wysiłek, ciągły start-stop. Prostki między światłami po 40km/h, odcinek od Korony do zjazdu na Psie Pole ~50km/h :)
Umówiłem się z Ryśkiem na jazdę. Przed wyjściem zaczęło lać, na szczęście szybko przeszło. Z Psiego Pola na Zachodnią, potem już razem na Milenijny i wzdłuż wałów. Trochę pobłądziliśmy i pozwiedzaliśmy Las Rędziński. Ogólne warunki pogodowe kiepskie, zimno, wietrznie, przelotny deszcz.
Pojechałem na seminarkę, której oczywiście nie było. Skoro już ruszyłem na miasto pomyślałem, że zerknę do PM Rider sprawdzić czy już dotarła tam moja koszulka :)
A tu jeszcze orkiestra przed Renomą, najpierw grali kankana, a potem muzykę przewodnią z Bonda :)
Jeżdżę od lipca 2007. Najczęściej można mnie spotkać w okolicach Wrocławia. Poza szosą dojeżdżam trekingiem do pracy. Trochę informacji:
największy dystans w grupie - 461,7km @ 31,66km/h (nad Bałtyk z Krzyśkiem "chris90accent")
największy dystans w pojedynkę - 260km @ 31.40km/h
największa prędkość - 84,1km/h - gdzieś w Alpach
największa średnia na odcinku 100km - 39.59km/h (Amber Road)
największa średnia na krótkim dystansie - 41.12km @ 40.08km/h
największy miesięczny dystans - 2025km
najwyższe zdobyte drogi:
- Passo di Stelvio 2758m
- Col du l'Iseran 2770m
- Cime de la Bonette 2802m
najtrudniejsze zdobyte szczyty:
- Monte Zoncolan
- Hochtor
- L'Alpe d'Huez
zaliczone kraje na rowerze:
- Polska
- Niemcy
- Austria
- Holandia
- Czechy
- Słowacja
- Włochy
- Szwajcaria
- Francja
- Monaco
- Chorwacja
- San Marino