No prawie ;) Ja, Darek, Krzysiek, po drodze minęliśmy Grześka który też kręcił, Piotrek ostatecznie nie dał rady. Warunki dzisiaj trudniejsze niż wczoraj bo mocno wiało. Krzysiek zjawił się na MTB żeby mieć lepszy trening :) Od początku przyzwoite tempo, niewiele osób więc co chwila zmiany. Z przodu regularnie pracowałem koło 90% HRmax.
Pojechaliśmy na Czeszów, tam lecieliśmy koło 40km/h po krótkich zmianach. Na zakręcie przed tablicą ze zmiany schodzi Darek, z przodu zostaje Krzysiek więc nie zastanawiając się w dolnym chwycie zaczynam atak, lecę już mocno ale czuję kogoś na kole, jestem pewien że Krzysiek zaraz mnie na MTB weźmie... redukcja na 11, mroczki przed oczami i tablica moja ;) Okazało się że to Darek walczył za mną. Może nie najrówniejsze szanse dzisiaj, ale chociaż raz tablica moja :DDD
Szok przeżyłem po zgraniu danych z Garmina, okazało się że na finiszu zrobiłem 60km/h O.o ! Dodatkowo kolejne odczyty danych z pulsometra: 181, 189, 189, 197, 209, 207, 202, 195, 195, 192, 190, 186. Dzisiaj ani razu pulsometr mi nie świrował, a tu taki kwiatek :) W życiu najwięcej na pulsometrze widziałem 197, ale też nigdy wcześniej tak mocno nie szedłem. Z drugiej strony jakbym miał maxa ponad 200 to by tłumaczyło dlaczego nie sprawia mi problemów ciągła jazda na 180bpm. Trzeba jeszcze kiedy spróbować wyznaczyć HRmax.
Później chwilka rozprężenia i dalej mocno po zmianach, pod koniec Krzysiek nas przekonywał, że nie odpuszczamy do Pasi :) I tak 67km zrobiliśmy poniżej 2 godzin i na koniec został rozjazd. Zadziwiająco dobrze mi się dzisiaj jechało mimo wczorajszego mocnego treningu.
Cotygodniowy trening teamowy. Spóźniłem się 2 minuty i już ich nie było :) No to gaz żeby gonić i szok bo pierwszy raz w życiu na przejeździe kolejowym za Whirlpoolem widziałem pociąg. Tam dojechał do mnie Krzysiek Janczura i razem goniliśmy. Nie widząc ekipy do Skarszyna ja pojechałem skrótem na Zawonię, a Krzysiek robić własny trening.
Za Zawonią spotkałem już trochę przebraną przez mocne tempo ekipę i zaliczyliśmy Czeszów na którym mi nie poszło, ale wbiłem tegorocznego HRmaxa :) Premia na Skotniki spokojniej niż zwykle przez co utrzymałem się z przodu. Mam nauczkę żeby nie spóźniać się na zbiórki :)
Urlop się kończy i czas wracać. Podobnie jak rok temu w Austrii, budzimy się i zastaje nas cudowna pogoda, aż żal wyjeżdżać. Pakowanie dzień wcześniej przyśpieszyło nasz wyjazd. Aby nie płacić już na włoskie autostrady decydujemy się jechać najkrótszą drogą przez Passo Giovo które robiliśmy w czerwcu zeszłego roku rowerami, a potem na Brennerpass.
Piękny poranek na kempingu.
A tu jeszcze część namiotowa.
Jedzie się wybornie, szkoda że auto jest takie szybkie bo widokami można by się delektować bez końca.
San Leonardo w dole.
Przegapiłem jakoś hotel z zeszłego roku, pewnie jeszcze coś koło niego wybudowali :)
Na szczycie Passo Giovo spotkaliśmy wielu kolarzy, jednemu robiłem zdjęcie. Pytał się skąd jedziemy, po czym stwierdził, że Rimini to nie jest dobre miejsce na rower, Alpy są :)
Na zjeździe jakaś pierdoła, a nie rowerzysta blokował auta. Na alpejskich zjazdach to się wszystkie auta wyprzedza :P
Niestety droga z Brennerpass do Insbrucka była zamknięta podobnie jak tydzień wcześniej. Chyba coś z jakimś mostem było nie tak. Tym razem wydedukowaliśmy że objazd kieruje na autostradę. Nie mieliśmy winiet, ale skoro to objazd myśleliśmy że przejedziemy jakoś, okazało się przez postawili bramki na wjeździe i kasowali 2.5 euro za te kilka kilometrów.
Przed samym Insbruckiem.
Nie wiedziałem jak daleko mogę jechać za te 2.5E więc zjechaliśmy do miasta, które było kompletnie puste co bardzo mnie zdziwiło. Chwilę później trafiliśmy na gigantyczny korek. Okazało się, że właśnie startował w Insbrucku pierwszy etap Tour of Austria. Nic nie widzieliśmy, ale swoje wystaliśmy. Później jechaliśmy fantastyczną 18% główną drogą gdzie dla bezpieczeństwa postawili znaki zakazu dla rowerów oraz co zakręt i serpentyna były dodatkowe pasy pod górę aby ciężarówki mogły awaryjnie hamować. Oj zjechałbym tam rowerem, myślę że stówka szybko by pękła :)
W Niemczech wskoczyliśmy na autobahna i raz dwa dotarliśmy do Wro. Kolejny fajny wypad dobiegł końca. Na koniec jeszcze filmik z Rimini który nakręcił Adam, tak padało przez 2 godziny :)
Jeżdżę od lipca 2007. Najczęściej można mnie spotkać w okolicach Wrocławia. Poza szosą dojeżdżam trekingiem do pracy. Trochę informacji:
największy dystans w grupie - 461,7km @ 31,66km/h (nad Bałtyk z Krzyśkiem "chris90accent")
największy dystans w pojedynkę - 260km @ 31.40km/h
największa prędkość - 84,1km/h - gdzieś w Alpach
największa średnia na odcinku 100km - 39.59km/h (Amber Road)
największa średnia na krótkim dystansie - 41.12km @ 40.08km/h
największy miesięczny dystans - 2025km
najwyższe zdobyte drogi:
- Passo di Stelvio 2758m
- Col du l'Iseran 2770m
- Cime de la Bonette 2802m
najtrudniejsze zdobyte szczyty:
- Monte Zoncolan
- Hochtor
- L'Alpe d'Huez
zaliczone kraje na rowerze:
- Polska
- Niemcy
- Austria
- Holandia
- Czechy
- Słowacja
- Włochy
- Szwajcaria
- Francja
- Monaco
- Chorwacja
- San Marino