#1 Dojazd

Sobota, 3 sierpnia 2013 · Komentarze(0)
Kategoria Alpy 2013
Uczestnicy
#0 Alpy 2013
#2 Passo Rombo (2509m)

W piątek jeszcze robiliśmy zakupy, poza jedzeniem musiałem zdobyć palniki turystyczne, które najtaniej dostałem w GoSporcie, a Adamowi w ostatniej chwili przyszył części rowerowe i w nocy siedział u Darka na serwisie. Dodatkowo jeszcze szukanie adresów kempingów i wstępne planowane tras. W sobotę pobudka o 4:30, pakowanie i zbieranie współtowarzyszy po mieście. Z Darkiem o 7 podskoczyliśmy jeszcze do Castoramy ponieważ brakowało kilku części. Po zabraniu Adama ruszyliśmy na AOW. Trzeba przyznać, że dojazd w Alpy mamy wyborny, od domu autostrada z której zjeżdżamy po 930km i potem tylko 70 do celu (Wrocław - Drezno - Monachium - Innsbruck).

Podróż przebiegła sprawnie, tym razem zdecydowałem się lecieć autostradami przez Austrię, więc przy tankowaniu przed granicą kupiliśmy winietę. Jakże niemiłą była niespodzianka że odcinek od Innsbrucka do Brennerpass jest dodatkowo płatny 8.5 euro. Także jak ktoś liczy że za winietę 8.5 euro przeleci przez Austria to musi jeszcze sobie doliczyć 2x 8.5 za przejazd na przełęcz. W czerwcu omijaliśmy te autostrady i żeby przeciąć Austrię wystarczy zrobić 70km z Mittenwaldu do Brenner. We Włoszech żeby skrócić trasę zamiast autostradą przez Bolzano kierujemy się na Passo Giovo na którym byłem już 5 razy :)

Szybkie przewietrzenie się na szczycie przełęczy.


W Merano niefart, na upatrzonym kempingu nie ma już miejsce, ale co się dziwić, przyjechaliśmy w "peak season". Na szczęście miałem spisane inne adresy i trafiamy do Claudia Augusta pod Merano, kempingu który według ocen gości jest w europejskim Top50... ciekawe czy pełnowymiarowy basen ma z tym coś wspólnego?

Tyrol Południowy jest bardzo ciekawym regionem, mimo że położony we Włoszech to wszyscy mówią tam po niemiecku. Zaryzykowałbym stwierdzenia, że więcej ludzi zna niemiecki niż włoski, a wszystkie napisy i informacje są podawane w obu językach, z czego często najpierw w niemieckim. Pomyślnie dla nas to drugi język Darka i to on przez cały pobyt załatwiał wszystkie sprawy, ani razu nie trzeba było sprawdzać znajomości angielskiego Włochów.

Claudia Augusta zaoferowała nam nocleg na jedną noc, w pozostałych terminach wszystko było zarezerwowane. Pierwszą rzeczą po zaparkowaniu był serwis roweru Adama. Po długich bojach i licznych problemach udało się zamocować tarczę 30T do trójblatu choć było blisko i Adam mógł skończyć z klasyczną korbą na Alpy :)

Mój bagażnik sprawdza się również wybornie jako stojak serwisowy.



Z uwagi na upały plan zakładał wyjazd rowerami o 7 rano i zrobienie bardzo długiej trasy, niestety brak stałego noclegu pokrzyżował nasze zamiary. Uprzejmi pracownicy kempingu obiecali nam, że rano obdzwonią konkurencję i znajdą nam wolne miejsce.

Alpy 2013

Piątek, 2 sierpnia 2013 · Komentarze(5)
Kategoria Alpy 2013
Uczestnicy
Jak co roku od ostatnich 3 lat przyszedł i tym razem czas na ogień w nogach, wiatr we włosach i spaloną skórę na twarzy i rękach. Z Adamem i Darkiem postanowiliśmy zabawić we włoskich Alpach, kierunek zapadł po sprawdzeniu prognozy pogody na dzień przed wyjazdem oraz uwzględnieniem czasu i kosztów dojazdu. Najpierw postanowiliśmy skierować się do Merano, a potem przeskoczyć w okolice La Villa (zachęcony opisem Virenque) i pierwszy raz objechać Dolomity. Czas mieliśmy ograniczony bo Darek nie dostał zgody na dłuższy pobyt od swojego dyrektora sportowego ;)

Pogoda dopisała aż za bardzo, a wyjazd udał się fantastycznie. Kilka zdjęć na zachętę, a ja biorę się za pisanie relacji.

#1 Dojazd
#2 Passo Rombo (2509m)
#3 Val d'Ultimo (1322m)
#4 Passo dello Stelvio (2758m)
#5 Regeneracja
#6 Passo Giovo (2094m) i Passo Pennes (2211m)
#7 Corvara (1551m)
#8 Passo Campolongo (1875m), Giau (2236m), Falzarego (2105m), Valparola (2192m)
#9 Passo Gardena (2116), Sella (2244m), Pordoi (2239m), Campolongo (1875m)
#10 Powrót





Praca

Piątek, 2 sierpnia 2013 · Komentarze(0)
Kategoria miasto, praca, trekking

Praca

Czwartek, 1 sierpnia 2013 · Komentarze(0)
Kategoria miasto, praca, trekking

Praca

Środa, 31 lipca 2013 · Komentarze(0)
Kategoria miasto, praca, trekking

Praca

Wtorek, 30 lipca 2013 · Komentarze(0)
Kategoria miasto, praca, trekking

Praca

Poniedziałek, 29 lipca 2013 · Komentarze(0)
Kategoria miasto, praca, trekking

Klasyk Kłodzki 2013

Niedziela, 28 lipca 2013 · Komentarze(5)
Kategoria <150km, kajo, maraton
Uczestnicy
Chłopaki namówili mnie w ostatniej chwili na start w KK. W zeszłym roku całkiem dobrze mi poszło robiąc 9 czas w open, pomyślałem że fajnie będzie sprawdzić jak bardzo forma spadła ;) Cukier już w piątek pozbierał pasażerów i ruszyliśmy do Zieleńca w składzie Kasia, Piotrek, Piotrek, ja i Artura zgarnęliśmy w Ząbkowicach. Na miejscu mała imprezka oraz degustacja miodu z beczułki, którą Artur wygrał za 1 miejsce w Kluczborku. Do tego drobne regulacje rowerów i mocowanie numerów startowych.

Następnego dnia każdy miał start o innej godzinie, Piotrek z powodu kontuzji wspomagał nas na trasie z wozu. Nie miałem pojęcia z kim jadę, ale plan był prosty, ogień na zjeździe a potem na progu robić wszystkie podjazdy bez względu na resztę. Później okazało się że z mojej grupy Paweł Ziober (Whirlpool Team) wygrał open, a Wojtek Kokosiński był 3.

Odliczanie, wszyscy wpatrzeni w zegar.


Szybki start i z 12 osób zostaliśmy we dwóch z Wojtkiem.


Plan nie do końca się udał bo od startu Wojtek narzucił swoje tempo rozrywając grupę. Na pierwsze 13km on zrobił z 10, a ja 3, reszta wiozła się z tyłu. Niestety jak zaczął się pierwszy podjazd w Czechach to czwórka mi odjechała i zostałem sam. Zaczęła się zabawa w wyprzedzanie wcześniej startujących zawodników, zjazdy też szły mi całkiem dobrze. Na drugim podjeździe ktoś siadł mi na koło i wciągnął się na górę, ale na zjeździe już został z tyłu. Na trzecim podjeździe podobnie ktoś się doczepił, ale przed szczytem został. Na górze doszedłem do Cukra i postanowiłem wykorzystać jak walory zjazdowe :)

Artur na 4 zjeździe, niestety Piotrek zrobił fotę tylko mojego tylnego koła :P


Na czwartym podjeździe dogonił mnie Robert, siadłem mu na koło i jego tempem bez problemu wjechałem na górę. Tu doskonale widać minus jazdy samemu bo z kimś można było zrobić te podjazdy dużo szybciej. Potem czekał nas szybki zjazd, nie jestem pewien co się stało bo w pewnym momencie zorientowałem się że nie ma Roberta, możliwe, że czekał na Jurka który jechał za nami. W każdym razie jadąc 80+ pozbierałem sporo grupkę (w tym dogoniłem jedną osobę z mojej grupy i tej czwórki co mi odjechała). Najadłem się i zaczęła się praca po zmianach. Niestety część osób tylko się wiozła, sposób był prosty - na tych krótkich hopkach nie odpuszczałem i po jakimś czasie zostały tylko osoby które coś wnosiły :)

Dalej skręt na Różankę i potworne dziury, tam dogania mnie Robert, Jurek i jeszcze kilka innych osób, ale tempo na tym podjeździe jest za duże dla mnie. Zostaje ze mną Paweł Franz do którego skasowałem 8 minut. Zjazd z Różanki dużo gorszy niż rok temu, wtedy przelatywałem nad dziurami, tym razem mogłoby to się skończyć poważnym wypadkiem i trzeba było mocno zwolnić.

Zjadam resztę jedzenia, niestety kończy mi się woda. Na Porębie ma czekać Piotrek więc jestem spokojny i jadę dalej. Na starcie podjazdu zaczynają się problemy, upał i brak jakiegokolwiek ruchu powietrza i ten brak wody wyniszczają mnie, toczę się 4km/h, a tętno +160bpm. Zaczynają mnie wyprzedzać ludzie których już dawno zostawiłem z tyłu. Sam podjazd trwa wieki, a ja tylko marzę o jakieś wodzie.

Na szczycie widzi mnie Piotrek i podbiega, wylewa na mnie z 1.5l wody i jakoś odżywam, bez tego rzuciłbym rower w krzaki i wsiadł do auta. Biorę bidon i wypijam jeszcze z 0.4l na punkcie żywieniowym. Po chwili czuję się jak nowy i idzie ogień w korby. Niestety wyprzedzam wielu zawodników, ale nikt nawet nie próbuje się podłączyć. Po drodze mijam zawodnika, który startował ze mną, na sam koniec złapał kapcia. W końcu trafia się zawodnik Sky, wiezie się na kole, ale namawiam go na zmianę. Po jednej minucie schodzi, starczyło żeby odetchnąć, niestety kawałek dalej puszcza koło. Zaczyna się podjazd na Zieleniec i dogania mnie Piotrek w aucie, łapią mnie skurcze w prawym udzie, ale Piotrek motywuje mnie do dalszej jazdy jak na Tourze delikatnie muskając ręką drzwi kierowcy przez otwarte okno ;)

Po motywacjach Piotra dostałem skrzydeł.


Samotnie wjeżdżam na metę nie do końca zadowolony z występu. W porównaniu do zeszłego roku czas gorszy o 20 minut co daje mi tylko 35/160 miejsce w open.

Whirlpool zaprezentował się za to bardzo ładnie (MEGA):
1. Ziober
3. Sikora
6. Gacek
14. Karlik
15. Rasała
25. Fafuła
Mini:
1. Adamowski

Kasia mnie wyprzedziła o 3 minuty zajmując 31 miejsce. Startowała 10 minut przede mną, w Czechach odrobiłem do niej 4 minuty, ale na Porębie straciłem 7.

Nasz turbo transport :D


Po zawodach dołączył jeszcze do nas Marcin z Sylwią.



Zrobiłem małą analizę występów z 2012 i 2013. 1, 2 i 4 podjazd w Czechach pojechałem bardzo podobnie, numer 3 trochę słabiej, jednak rok temu od 4 do Różanki (punkt zaznaczony na wykresach) jechałem sam, a tym razem w małej grupce co zaowocowało na Różance identycznym czasem w obu latach. Na 85km czasy bardzo zbliżone, a tam zaczęła się Poręba na odwodnieniu. Na 7km podjazdu straciłem aż 11 minut - tragedia. Od Poręby do mety było 21km, w zeszłym roku robiłem ten odcinek w grupie, tym razem sam i strata kolejnych 8 minut.

Po tej analizie jestem już spokojny, gdyby nie ten krytyczny błąd na podjeździe na Porębę (kilka kilometrów wcześniej z czarnego vana ktoś podawał butelki z wodą i nie wziąłem) jestem przekonany że byłoby minimum 10 minut szybciej.

Na koniec uwieczniliśmy jeszcze transport Artura na zawody ;)


Wniosek po zawodach jest jeden. Jak jest gorąco warto dodatkowo stanąć i wziąć jakieś picie bo potem można ponieść gigantyczne straty. Sam wyjazd udał się fantastycznie, a w przyszłym roku trzeba zostać na cały weekend :)

Praca

Piątek, 26 lipca 2013 · Komentarze(0)
Kategoria miasto, praca, trekking

Praca

Czwartek, 25 lipca 2013 · Komentarze(0)
Kategoria miasto, praca, trekking